sobota, 3 sierpnia 2013

Jak bracia ♥

Scooter od początku we mnie wierzył. Kiedy tylko ogarniały mnie wątpliwości albo nie byłem pewien, czy coś mi się uda, on zapewniał mnie, że wszystko jest możliwe. Mówił:

„Tylko jedna rzecz jest w stanie cie powstrzymać: ty sam. Ludzie, którzy odpadają z tego biznesu, naprawdę utalentowani ludzie, nigdy nie ponoszą klęski z powodu muzyki, ale osobowości. Skup się i nigdy nie patrz na to, co mówią inni. To nie twój problem, to ich problem. Dobre rzeczy nie przychodzą łatwo”.

Scooter wiele mnie nauczył przez tych kilka lat. Dzięki jego radom udawało mi się skupić na celu i podążać wytyczoną drogą. W kwestiach, których jako dzieciak nie rozumiałem, on wykazywał się mądrością i doświadczeniem. Dba o mnie tak bardzo, że czasami mnie to wkurza, ale wiem, że chce dla mnie jak najlepiej. Kiedy trochę podrosłem, zrozumiałem, że jego mądrość miała na mnie ogromny wpływ. Mam też ogromne szczęście, ze otaczający mnie ludzie są naprawdę rozsądni i nie rozpieszczają mnie na śmierć. To byłoby strasznie, bo naprawdę chciałbym mieć szansę uczyć się na błędach innych. Poza tym mam najlepszą ekipę na świecie i to nie przez przypadek.

Moja relacja z Usherem wygląda tak, że jestem dla niego jak młodszy brat. Kiedy pracujemy razem w studiu i Usher wchodzi do kabiny, w pewnym sensie przechodzę w tryb podziwu. Nagraliśmy razem duet do Under the Mistletoe („Pod jemiołą”) pt. The Christmas Song („Świąteczna piosenka”), a ponieważ jestem bardzo ambitny, chciałem śpiewać tak jak on. To był nasz pierwszy wspólny kawałek, odkąd przeszedłem mutację, ale chociaż jest jednym z moich muzycznych idoli, nie miałem zamiaru oddawać mu pola, więc przyłożyłem się do tych niższych partii i obciążyłem je falsetem. Kiedy jednak słyszę, jak on śpiewa, i widzę, co jest w stanie zrobić, zawsze przypominam sobie, czemu traktuję Ushera jak mentora i dlaczego zawsze będę jego wiernym fanem. Ale mam prawdziwe szczęście, bo mogę powiedzieć, że jest dla mnie jeszcze lepszym przyjacielem niż mentorem. Niesamowity z niego gość.

W pewnym sensie czuję się, jakbym miał starsze rodzeństwo, które kontroluję mnie, gdy zaczynam przekraczać granice. Scooter, Usher, Kenny, Fredo, Allison, Ryan, Matrix, Scrappy, Moshe (mój ochroniarz), Mike i Dan - zawsze mnie wspierają i nie pozwalają, żebym naprawdę coś poważnie nabroił. Czasami się kłócimy, ale zawsze wiem, że każde z nich mnie wspiera, a ja wpieram ich.

Wszyscy razem stanowimy rodzinę, a nasza więź opiera się na lojalności i zaufaniu. Jesteśmy prawdziwymi braćmi.