Choć osiągnęliśmy nasz cel i wyprzedaliśmy bilety na Madison Square Garden, tak naprawdę nigdy tego nie uczciliśmy - bo to był dopiero pierwszy krok. Teraz musieliśmy stworzyć wspaniały show, który trwale zapisze się w pamięci wielu moich fanów. Po raz pierwszy byłem gwiazdą trasy koncertowej i musiałem udowodnić wszystkim, że stać mnie na to, by mieć własny show. Żeby ludzie chcieli wrócić na następną trasę i następną, i następną. Ta trasa zorganizowana była w równej mierze dla naszych fanów, co dla nas.
Rozpoczęliśmy koncertem w XL Center w Hartford w stanie Connecticut 23 czerwca 2010 roku i zagraliśmy jeszcze trzydzieści osiem koncertów, zanim trafiliśmy do Madison Square Garden 31 sierpnia. Jeśli oglądaliście film Never say never („Nigdy nie mów nigdy”), macie całkiem niezłe pojecie, jak wyglądałyby tamte dni. A jeśli go jeszcze nie widzieliście, koniecznie to nadróbcie! To naprawdę świetny sposób, żeby zobaczyć, jak wygląda trasa - jak wiele radochy sprawia nam przygotowanie koncertów i spotkania z fanami, ale też jak wielka ciąży na nas presja.
Moje gardło kiepsko znosiło tak częste występy i gdy zbliżał się koncert w Nowym Jorku, śpiewałem coraz gorzej. Mniej więcej tydzień przed występem lekarze kazali mi oszczędzać głos między koncertami, inaczej ryzykowałem trwały uszczerbek na zdrowiu. Chociaż nie mogłem mówić, mogłem pisać, więc komunikowałem się z fanami za pośrednictwem Twittera i mojej ekipy, która gadała zamiast mnie. Rzadko się czegoś boję, ale tamtego wieczoru martwiłem się trochę, że nie będę u szczytu swoich możliwości. Chcę, żeby wszystkie moje koncerty były doskonałe, ale ten w Madison Square Garden miał dla mnie szczególne znaczenie. Wiele zależało od tamtego koncertu, nawet jeśli tylko ja wiedziałem, jaki był prawdziwy powód.
Chociaż nie byłem w stu procentach zdrowy, lekarze pozwolili mi na występ. Dlaczego wieczorem 31 sierpnia 2010 roku stanąłem na jednej z najsłynniejszych scen świata i powiedziałem:
- Co tam słychać w Nowym Jorku? Witajcie w moim świecie. Będziemy się dzisiaj świetnie bawić. Przygotowałem dla Was mnóstwo niespodzianek! - Byłem naprawdę podekscytowany, że gram w Madison Square Garden, a do tego przyszło mnóstwo fanów, by wspierać mnie w tak ważnym punkcie mojej kariery. Chciałem pokazać im show, którego nigdy nie zapomną, więc przyszykowałem kilka niespodzianek, które - miałem nadzieję - zaprą im dech w piersiach.
Na scenie dołączyły do mnie największe gwiazdy, w tym Usher, Boyz II Men, Ludacris, Sean Kingston, Jaden Smith i Miley Cyrus. Koncert był świetny, a publiczność wspaniała. Tak jak śpiewa Frank Sinatra, „Jeśli dotarłeś tutaj, możesz dotrzeć wszędzie” (If you can make it there, you can make it anywhere). Byłem bardzo dumny, bo przez cały następny tydzień o naszym show pisano w nowojorskiej prasie i na blogach jako o jednym z największych wydarzeń w historii Madison Square Garden. Ludzie byli zachwyceni. Nawet po raz pierwszy zaczęło mnie porównywać do mojego idola, Michaela Jacksona. Byłem w siódmym niebie.
W czasie całej trasy zapowiadałem swój kawałek „Never say never”, dzieląc się z publicznością moim mottem.
- W Waszym życiu pojawiają się chwile, kiedy ktoś okłamie Was, mówiąc, że nie możecie czegoś zrobić. Oto co im powiem: „Nigdy nie mów nigdy” (Never say never). - Te słowa nigdy nie znaczyły dla mnie tyle, co tamtej nocy. Koncert w Madison Square Garden był jedną z najważniejszych chwil w mojej karierze i nigdy go nie zapomnę.
Świetne ^^ Zapraszam na mojego bloga http://with-you-shawty.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń